24 marca 2021

Alternatywne źródła energii to temat, który ostatnio zyskał na popularności. Polacy dostrzegli w nim prawdziwa żyłę złota. Dlatego też przybywa firm, które świadczą usługi związane z czerpaniem prądu z naturalnych zasobów. Przyczyny tkwią nie tylko w ekologii. Odnawialne źródła energii to dobry interes. W dodatku niektóre z nich oznaczały czysty zysk. Przynajmniej tak było do tej pory. 

Morskie farmy wiatrowe

Morska farma wiatrowa to inwestycja, która przyciągała uwagę coraz większej liczby polskich inwestorów. Przyczyn znalazło się kilka. Jedną z nich było ominięcie problemów związanych z budową. Farma wiatrowa to inwestycja pływająca. Dlatego pozwolenia czy wylewanie fundamentów brzmią w tym przypadku jak fraszki. Nic, tylko inwestować! W dodatku interes ten to kurka znosząca złote jajka. Farmy wiatrowe są zlokalizowane na morzu. Oznaczało to, że nie podlegały podatkowi od nieruchomości. Ustawodawca uznał to za niesprawiedliwe. Przecież farmy wiatrowe na lądzie są opodatkowane. Pieniądze zasilały budżet niejednej gminy z tytułu podatku od nieruchomości, będącego podatkiem lokalnym. A co z farmami zlokalizowanymi na morzu? Miejsce ich ulokowania nie stanowi terytorium żadnej z gmin. Dlatego nie obowiązywały tutaj opłaty podatkowe. Ta kwestia bardzo nie podobała się ustawodawcy. Dlatego od dłuższego czasu poszukiwano sposobu na opodatkowanie tego złotego interesu. 

Szukali i znaleźli

Oczywiście się udało. Od 18 lutego właściciele morskich farm wiatrowych będą płacili opłatę koncesyjną. Eksperci zaznaczają, że w praktyce to nic innego jak podatek. Jednak zmieniono jego nazwę i skarbonkę, do której trafi. Zamiast do gmin, opłata koncesyjna zasili budżet państwa. Podstawą prawną do nałożenia tej opłaty jest ustawa o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych. Pojawiła się w Dzienniku Ustaw 3 lutego 2021 roku. Podstawą naliczania opłaty będzie moc zainstalowana danej farmy. Z ustawy jasno wynika, że opłata ta stanowi ekwiwalent podatku od nieruchomości. O jej wysokości zadecyduje Prezes Urzędu Regulacji Energetyki. 

Nazwa nieważna. Opłacić trzeba. 

Regulacja ta budzi wątpliwości. Szczególnie trudno zrozumieć sens używania nazwy opłata koncesyjna. W zasadzie dla inwestora nazwa nie ma znaczenia, bo płacić musi. Jednak po co przy okazji bawić się w ciuciu-babkę? Być może ustawodawca uznał, że podobne świadczenia mniej dotkną podatników. Tego się nie dowiemy. Znamy tylko finał tych rozważań.