Z prądem czy pod prąd? Farmy wiatrowe w Polsce.

Alternatywne źródła energii to temat, który ostatnio zyskał na popularności. Polacy dostrzegli w nim prawdziwą żyłę złota. Dlatego też przybywa firm, które świadczą usługi związane z czerpaniem prądu z naturalnych zasobów. Przyczyny tkwią nie tylko w ekologii. Odnawialne źródła energii to dobry interes. W dodatku niektóre z nich oznaczały czysty zysk. Przynajmniej tak było do tej pory. Co się zmieniło?

Farmy wiatrowe w Polsce – informacje

Morska farma wiatrowa w Polsce to inwestycja, która przyciągała uwagę coraz większej liczby inwestorów. Przyczyn znalazło się kilka. Jedną z nich było ominięcie problemów związanych z budową. Farma wiatrowa w Polsce to inwestycja pływająca. Dlatego pozwolenia czy wylewanie fundamentów brzmią w tym przypadku jak fraszki. Nic, tylko inwestować!

W dodatku interes ten to kurka znosząca złote jajka. Farmy wiatrowe w Polsce są zlokalizowane na Bałtyku. W związku z tym nie podlegały podatkowi od nieruchomości. Ustawodawca uznał to za niesprawiedliwe. Przecież farmy wiatrowe na lądzie są opodatkowane. Pieniądze zasilały budżet niejednej gminy z tytułu podatku od nieruchomości, będącego podatkiem lokalnym. A co z farmami zlokalizowanymi na morzu? Miejsce ich ulokowania nie stanowi terytorium żadnej z gmin. Dlatego nie obowiązywały tutaj opłaty podatkowe. Ta kwestia bardzo nie podobała się ustawodawcy. Dlatego od dłuższego czasu poszukiwano sposobu na opodatkowanie tego złotego interesu. 

Sprawdź również: Biuro rachunkowe Bydgoszcz

Szukali i znaleźli – farmy wiatrowe przepisy

Oczywiście się udało. Od 18 lutego właściciele morskich farm wiatrowych w Polsce będą płacić opłatę koncesyjną. Eksperci zaznaczają, że w praktyce to nic innego jak podatek. Zmieniono jego nazwę i skarbonkę, do której trafi. Zamiast do gmin, opłata koncesyjna zasili budżet państwa. Podstawą prawną do nałożenia tej opłaty jest ustawa o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych. Pojawiła się w Dzienniku Ustaw 3 lutego 2021 roku. Podstawą naliczania opłaty będzie moc zainstalowana danej farmy. Z ustawy jasno wynika, że opłata ta stanowi ekwiwalent podatku od nieruchomości. O jej wysokości zadecyduje Prezes Urzędu Regulacji Energetyki. 

Nazwa nieważna. Opłacić trzeba. 

Regulacja ta budzi wątpliwości. Szczególnie trudno zrozumieć sens używania nazwy opłata koncesyjna. W zasadzie dla inwestora nazwa nie ma znaczenia, bo płacić musi. Jednak po co przy okazji bawić się w ciuciu-babkę? Być może ustawodawca uznał, że podobne świadczenia mniej dotkną podatników. Tego się nie dowiemy. Znamy tylko finał tych rozważań. 

Leave a Comment